Tel. sat. iridium: +881621440894.

Satellite messages: http://messaging.iridium.com

Wiadomości od: do:

data jacht, pozycja wiadomość
2017-07-17
Kanał AngielskiSelma Expeditions dotarła do Szczecina.
Po przeszło dekadzie "Selma" wróciła do Polski. Pierwszy w historii jacht, który dotarł na żaglach do końca Zatoki Wielorybów u wybrzeży Antarktydy, zacumował w poniedziałek w szczecińskiej Camping Marinie PTTK. Powitaniu towarzyszył tort i szampan. Jednostka wypłynęła z Gdańska jesienią 2006 roku.
Relacja Radia Szczecin - obejrzyj i posłuchaj: słuchaj

Selma dotarła do Szczecina, źródło: Polskie Radio Szczecin

fot. Damian Święs

Selma już przy kei w szczecińskiej marinie Camping Marina PTTK, fot. Damian Święs

Kpt. Wojciech Jacobson za sterem Selmy Expeditions, fot. Damian Święs

Szczecińscy żeglarze przygotowali bardzo ciepłe powitanie, fot. Marzena Włodarczyk


Selma Expeditions
2017-07-09
Kanał Angielski
fot.Michał Roziel

Od opuszczenia sympatycznego miasteczka Cowes minęło już trochę czasu. Przeciskamy sie przez tłoczny szlak Kanału Angielskiego zwanego także Kanałem La Manche.
Ogólnie rzecz ujmując jest tu jak na autostradzie. Wokół pływające "szafy" i inne olbrzymy skradające sie nocą ze wszystkich stron.
Umykając z głównego szlaku skierowaliśmy się w stronę latarniowca Goodwin East. Tym sposobem dopłynęliśmy do dnia dzisiejszego. A dzisiejszy dzień jest niebyle jaki. Ola ma dzisiaj urodzny! STO LAT, STO LAT! W kambuzie zaś rządzi Michał i walczy o złotą patelnię. Poprzeczkę ma wysoko ustawioną przez poprzednich mistrzów chochli Marysię i Marzenę.
I tak płyniemy "ku Szczecinu" przy dźwiękach gitary i dzielnie wtórującego Perkinsa - eh gdzie jest wiatr.


fot.Michał Roziel


fot.Michał Roziel

Załoga Selmy pozdrawia
2017-07-08
CowesJeszcze kilka zdjęć ze spotkania dwóch Selm


Selma Racing oczami Selma Expeditions fot.Marysia Dydycz


Selma Racing na treningu. fot.Marysia Dydycz


Dwie Selmy, burta w burtę. fot.Marysia Dydycz


Dwie Selmy w porcie w Cowes. fot.Marysia Dydycz


Selma Expeditions w Cowes. fot.Michał Roziel


Po kilkunastu godzinach żeglugi dotarliśmy do wyspy Wight. fot.Michał Roziel


Dwie Selmy w porcie w Cowes. fot.Michał Roziel

.
2017-07-07
Cowes
Dwie Selmy w porcie w Cowes. fot.Artur Skrzyszowski

Po zmianie załogi wyruszyliśmy z Cherbourga. Kilkanaście godzin później dopłynęliśmy do Cowes, gdzie czekała na nas Selma Racing. Na podejściu do Cowes zrobiliśmy kilka zdjęć SR trenującej przed dzisiejszymi regatami, a po zacumowaniu burta w burtę, spotkanie uczciliśmy w słynnym pubie "The Anchor Inn". W nocy zajęliśmy się udoskonalaniem kuchni i kardana na Selmie Racing. Rano Peter z Arturem pracowicie nagrywali opowieści o nowym projekcie Selma Racing... zapomnieli tylko włączyć mikrofon.
Ok. godziny 11 "odprowadziliśmy" pontonem SR na start regat, który rozpoczęli z przytupem :) My popołudnie spędzamy w urokliwym Cowes, a wieczorem wychodzimy w morze.

Pozdrawiamy

Załoga Selma Expeditions
2017-07-01
0030 LT
CherbourgOkoło północy, po 1487 milach i 318 godzinach żeglugi, stanęliśmy w Chantereyne w Cherbourgu. Po uczczeniu "cudownego ocalenia" i wzniesieniu kilku typowo żeglarskich toastów położyliśmy się grzecznie spać. I tak nam minął III etap atlantyckiej podróży opisany w "Selmopei" pokładowego Homera :D

PS Kolektyw okrętowy, jak zawsze, pozdrawia wszystkich Selmowych "czytaczy" i Księżniczkę Burgunda, która przez trzy miesiące dostarczała nam tematów do rozmów, domysłów ... i nie tylko ;)

To pisałem ja, AP, skipper 3 klasy
2017-06-30
Kanał AngielskiSzarość. Szara szarość. Nie wiem czy to Twoje niebo czy Twoja woda. Wszystko zmieszane. Przebiegi szare. Do tego mgła, deszcz... To już piąty dzień...
- Zmień coś, Ocean. Proszę!
- A jesteś gotowy?
- Bardziej ... ale...
- To dam Ci jeszcze jeden dzień ciszy z martwą falą, strzelającą żaglami, szarpiącą linami, skrzypiącą, stękającą wszystkim. Ale później szykuj się!
Najpierw zrzuciliśmy żagle marszowe, by pierwszy podmuch wiatru złapać w genakera. Błękit przedziera się przez wszechobecną szarość. Nie wiem czy to my słońce czy ono nas wyciąga na pokład. Wiatr się stabilizuje. Selma zaplata białe warkocze. Wstajemy z kolan!

Wiatr się wzmaga. Wracają żagle marszowe. Z rosnących fal zaczynają wyskakiwać delfiny. Jest radośnie, żeglarsko, wraca nadzieja...

Wiatr się wzmaga, zbliża się wieczór. Kliwer zamienia genuę.
- Wiesz co Ocean? Ci z lądu nie potrafią mierzyć Twych prawdziwych zamiarów.
- No, cóż. Każdy lubi mieć swoje tajemnice.

23.30 - zmiana wachty za pół godziny. Ktoś szarpie moje ramię. I huk! Wariat wali młotem w stalowy kadłub. Szaleniec szarpie sztagi i wanty. Dzikie bestie ryczą przeraźliwie, a żałobnicy całego świata zaczynają opłakiwać nasz marny los. Ale My - już Załoga - wchodzimy w tą czarną paszczę bez lęku. A kapitan, co ja mówię, spiżowy pomnik kapitana objawia nam tajemnice zrzucania grota w 9B. Gotowi - ale już nie na śmierć - na walkę! Wychodzimy w strefę zagrożenia.
Białe spienione łapy fal wyskakują z czerni i próbują porwać nas w otchłań. Na próżno! Jesteśmy przypięci. Jesteśmy mocni! Grot zrzucony. Wyrywające się płótno żagla wiążemy krawatami, które jak wszystko oprócz masztów, jest w poziomie.
Wracamy wszyscy. Bez strat. W sercach odwaga lub coś na jej kształt.
Ciężko jest prowadzić jacht w 9B, bo Selma dzielna. Największa prędkość wiatru jaką odczytałem na wiatromierzu to 55,5 węzła.

Obudziłem się. Wiatr 40+. A Ty Ocean wirujesz, tańczysz... A nie jest to walc angielski, lecz rumba, samba czy tango, które Selma niesie z Argentyny.
- Ocean! Odpuść! To już czwarty dzień! Wypuść nas, proszę!
- A czy Ty Jacek przejrzałeś się w oczach załogi? Czy posprzątałeś we własnej duszy?
- Zrozumiałem... Przemyślałem... Postanowiłem...
- To płyń! Przed Tobą Kanał Angielski.
- To cześć Ocean!
- Cześć Jacek!
- Wrócę!
- Wiem!

PS Uwaga: Kolejna część "Selmopei", tak jak i poprzednie, są strumieniem (pod)świadomości autora - AP, skipper 3 klasy.

Jacek "Homer" z Bogumiłowa
2017-06-27
AtlantykCudownie ocaleni

- Jacek! Jacek! - usłyszałem wołanie
- Cześć Ocean. Ale mnie ostatnio wystraszyłeś.
- Musiałem. Nie byłeś gotowy. Już o tym zapomnij. Do której masz wachtę?
- Do czwartej.
- To choć, pokarmimy wieloryby. Tu, w tej skrzyni, masz gwiazdy, a tu wiadro. Nabierasz i sypiesz do wody, a ja kręcę tą korbą. Niebo zaczyna się obracać, tu wchodzisz do wody, a tam wychodzisz. Gwiazdy się w nocy budzą, więc trzeba je umyć. Jak je myję to te bestie przypływają i je jedzą.
- No, co Ty Ocean. Przecież Ziemia jest okrągła, nigdzie żadne niebo się z nim nie łączy.
- Może u Was, może Ziemia, ale tu patrz ... syp mocno bo zjedzą Niebo. Ja kręcę. Pracowaliśmy ciężko całą wachtę. A Selma jak kometa pędziła z dwoma warkoczami z gwiazd... Poszedłem spać.
Rano się zaczęło. Setki, tysiące delfinów i wielorybów w skłębionym przypływie zaczęło nas otaczać. Delfiny skakały po dwa, po dziesięć, po sto na raz. Wieloryby tak wysoko wyskakiwały, że wydawało się jakby stały lub chodziły parami... a inne ogonami do góry, na głowie. Ale najgorsze dopiero miało się zacząć.
Nagle podpłynęły do Selmy i ją po prostu zatrzymały. Próbowaliśmy je odgonić, lecz na próżno. Gdy prawie byliśmy straceni, ktoś zdjął aparat by zrobić pożegnalne zdjęcie i wtedy, nagle zniknęły. To my pod pokład po aparaty i na dziób. To one na rufę i ciągną za ster. My do nich, to one hop pod wodę i za chwilę pchają burtę... I tak cały dzień, jak nawiedzeni, biegaliśmy po pokładzie strasząc wieloryby i delfiny, ale nie wszyscy. Nasz dzielny kapitan i jego dwóch pomocników, dwojąc się i trojąc, szalonym slalomem wyprowadzili nas wolne wody...
Ciężki dzień za Nami. Selma ocalona! Tylko burty ma trochę uświnione płetwami i ogonami. Ale może zanim dopłyniemy fale to zmyją...
Żeglujemy dalej.

Uwaga: Muszę dodać, jako DJ (d-ca jachtu) i skiper 3 klasy, że na pokładzie nie zażywamy żadnych substancji psychoaktywnych. A treść "Selmopei" jest poetycką imaginacją autora, ma charakter fikcyjny, a ewentualna zbieżność z osobami i wydarzeniami jest przypadkowa.

Jacek z Bogumiłowa
2017-06-26
AtlantykW objęciu wiatrów

Kapitan w śpiworze.
Odleciała nadzieja.
Z ostatnią mewą.
Płynie tylko czas.

Szymon S.
2017-06-25
1400 LT
AtlantykO godzinie 13.13UTC niesieni wiatrem i fantazyjnym sterowaniem trafiliśmy na nienaniesiony na mapy ląd - San Escobar

Cztery godziny później

W San Escobar spotkaliśmy szarą masę małych człowieczków, nad którymi krążyły androny

Skiper 3 klasy
2017-06-25
0800 LT
AtlantykWitam wszystkich,


Wieloryb fot.Zdzich

wokół krajobraz niezmienny i oczami prostego skipera 3 klasy ostatnimi dniami wiele się nie działo. No, może oprócz:
- spotkaliśmy kilka wierobów, zapewne finwali. Domyślam się, że Jacek opisze to prawie jako "Nowego Moby Dicka", w którym atakować będą nas te morskie potwory i niechybnie byśmy skończyli jak Ahab ;)
- dzisiaj "wstaliśmy z kolan" czyli postawiliśmy genaker. I tak przecinając pola mgły żeglujemy na wschód, bo "przecież tam musi być jakaś cywilizacja" ;)
- do Cherbourga pozostało nam niecałe 600 mil.


Krzysiek i Szymon przygotowują genaker fot.Zdzich


Odpalamy! fot.Zdzich

Pozdrowienia dla wszystkich

To pisałem ja, AP, skiper 3 klasy
2017-06-22
AtlantykMinęły dwa dni od tego "doświadczenia". Czas zamazuje jego kontury i głębokość - dlatego dopóty pamiętam...


Fala, nie było aż tak żle fot.Zdzich

Znalazłem się w Horcie, bo jestem żeglarzem. Bo kocham żagle, jachty, porty... Kocham ten moment, w którym gaśnie silnik, a wybrane żagle i morze wprowadzają mnie w ten wyczekiwany od miesięcy stan spełnienia, radości, szczęścia.

Wiedziałem, że musimy dogonić niż przechodzący niedaleko na północy, aby wydostać się z obszaru wyżowych ciszy. By móc pożeglować jeszcze dalej. Wiem jak wieją wiatry w wyżu i niżu. Ale na jeziorach i morzach zawsze są jakieś miejsca schronienia. A tu?
- Cześć Jacku - powiedział Atlantyk z siłą 5B.
- Cześć - odpowiedziałem.
Wszystkie żagle postawione i tylko zapadający zmrok oraz rosnąca siła wiatru zaczyna budzić niepokój.
- Witaj Jacku - z siłą 7B zagrał na wantach swą uwerturę.
Nie wiedziałem, że to początek, gdyż po raz pierwszy byłem na takim koncercie.
Porwał mnie - Ale jazda! Jednak w duszy zaczęła się mieszać z "może już wystarczy?".
- Choć tańcz, Jacek! - zawył z siłą 8B. A mijający czas zabiera ze sobą uniesienie, radość i takie tam. Załoga znika. Zaczyna się stan: wachta i koja. Taniec trwa, a ja zaczynam gubić kroki. Fale rosną do 3-4m. Jacht dzielny, pewny, stalowy, walczy - to znaczy płynie. Ja walczę - ze sobą. Czy to są moje marzenia?
- Mam Cię - ryczy w porywach 9B i rzuca mną 5m w górę jak zabawkę.

To już trzeci dzień. Druga herbata. Drugi jogurt. Trochę ryżu.
Otwieram oczy. Nie, najpierw huk, stukanie, wycie... Teraz oczy. Mdli. Napić się? Nie! Trzeba by wstać. Nie! Tylko na wachtę. Odlot w sen...
- Jacek wstawaj! - Śpię w dresie i bluzie z poprzedniego dnia. I z poprzedniego... Kiedy się myłem? Nieważne... Wszystko wilgotne, bo luki zamknietę. Sztormiak mokry, bo 8B.
Wychodzę o drugiej w nocy. "Witajcie idący na śmierć" - nie trzeba mówić "przypnij się". Krótka do uchwytu, długa wokół masztu, kurs 070, wiatr 45 węzłów. Został kliwer i bezan.
Pierwsza godzina: szaleństwo, strach, czarno, wyje, rzuca, leje, fale rozbijają się o kadłub...
Druga godzina: "Selma" dzielna. "Selma" wytrwała. "Selma" wraca z Antarktydy. "Selma" lubi się pławić w wodach wokół Hornu...
Trzecia godzina: nie płynę morzem. Nie płynę oceanem. W ogóle nie płynę. To czarna, spieniona rzeka rwie rycząc - "Porzućcie wszelką nadzieję".
Czwarta godzina: trwam. Zimno. Mokro. Weszła fala z boku. Dobrze, że byłem przypięty ... ciągle jestem. Czuję uderzenie w głowę, ramiona, plecy... Przygniata mnie, puszcza, spływa... Zdaję sobie sprawę, że to woda. Kokpit zalany.
Koniec wachty, wypiąć się, wejście do nawigacyjnej, ciszej... mesa, ciszej... koja, ciszej. Nie ryczy! Wyje daleko. "Selmo", załogo walczcie dalej - wierzę w Was! Ja muszę spać...!

Dogoniliśmy niż, który kilka dni pociągnął nas na ENE. Teraz mamy wiatr 17 węzłów. Komplet żagli marszowych. Wyszło słońce. Na obiad kotlet schabowy panierowany, ziemniaki, mizeria.

Przemyślę to później. Teraz żegluję.


Jacek z Bogumiłowa - mistrz epopei pokłądowej fot.Zdzich


Marta przyjmowała to ze stoickim spokojem fot.Zdzich

Jacek z Bogumiłowa
2017-06-17
Horta
Załoga AIII: Szymon, Zdzich, Jacek, Maciej, Krzysiek, Andrzej, Przemek, Jacek, Gerard, Marta.

Już po sprzątaniu i naprawach. Wojtek, Boguś i Kamil już wyjechali, a wczoraj przyleciała nowa załoga w składzie: Marta, Jacek i Jacek, Przemek, Gerard, Krzysztof i Maciej. Od Ushuai płyną Szymon, Zdzichu i Andrzej. Chcemy jak najszybciej pożeglować na północ, aby wyjść z obszaru wyżu azorskiego i załapać się na niż.
W Horcie zostawiliśmy, ku pamiątce, "banderkę" (w zasadzie jej ogryzek) w słynnym żeglarskim Sport Pubie. A w marinie naszą wizytówkę.


Selma z najwyższym szczytem Portugali między masztami - Pico.


Marina Horta


Klimatyczny Sport Pub.

AP
2017-06-13
HortaW końcu! W końcu udało nam się dopłynąć! :)
Z Noronhii wyruszyliśmy 17.05, a do Horty zawinęliśmy równo po 27 dobach 13.06. W tym czasie pokonaliśmy 2790Mm. Z czego ostatnie 350Mm zabrało nam dokładnie tydzień! I ten tydzień był jakimś koszmarem, brrr! Fatalna cisza :( Choć pas równikowy szybko przeskoczyliśmy i nawet go nie zauważyliśmy. Dopiero pod Azorami nas dopadła, mimo iż początkowo wydawało się, że pójdzie nieźle. Z urobkiem 15, 23 i 30Mm w 24 godziny dodała nam 3 dni na oceanie.
Łącznie spędziliśmy na nim 710 godzin pokonując w tym czasie 3090 mil morskich. Wiatrów powyżej 30 węzłów nie zanotowano, a w okolicach 3 i owszem! Ale przeważały w okolicach 15-20 węzłów w większości z korzystnych kierunków.

Czekamy na nową załogę w Marina da Horta.

Chcieliśmy podziękować wszystkim czytającym, śledzącym i piszącym.

To pisałem ja, AP, skipper 3ej klasy

PS Pozdrawiamy Księżniczkę Burgunda ;)
Bogdan pozdrawiam pozdrawiających kolegów.
Wojtek potwierdza, że raczej zdąży na samolot.
Kamil zaszyje się w jakiejś pustelni i odpocznie od nas.
Szymon, Zdzich i Andrzej jakoś muszą się jeszcze "przemęczyć".
Dla nowej załogi - stoimy za mariną w południowej części portu.

AP
2017-06-07
AtlantykZgodnie z prognozą wieje nam 8-9 węzłów. A faktycznie bujamy się od kilkunastu godzin, a ocean wygląda jak po przejeździe walca :( Nieznany nam dotychczas obrazek i nieznana sytuacja. A do Horty już tylko nieco ponad 350Mm.

To pisałem ja, AP, skipper 3ej klasy


fot. Andrzej


fot. Andrzej

AP
2017-06-05
AtlantykI tak sobie płyniemy ... "Między ciszą a ciszą żagle się kołyszą. I idą i płyną póki nie przeminą..."
O ile w poprzednim rejsie wymijaliśmy sztormowe niże, to w tym wymijamy pola ciszy
Najpierw ITCZ, a teraz wyżu azorskiego. Jak na razie się udawało. I mam nadzieję, że to już ostatnie, a następnie wyjdziemy na prostą do Horty :)

To pisałem ja, AP, skipper 3ej klasy

PS W linii prostej do Horty pozostało nam mniej niż 500Mm (stan w południe 05.06)

AP
2017-06-04
AtlantykWczoraj zdarzyła nam się Coryphaena equiselis (Dolphin Pompano) - mniejsza odmiana wcześniejszej c. hippurus. Niestety zakażona była pasożytami i trzeba ją było oddać oceanowi. Z obiadu nici :(
Poza tym zdarzają nam się krótkie okresy całkowitej ciszy, dzień się wydłuża, a temperatura powoli, acz systematycznie spada. Już nawet w dzień chodzimy w długich rękawach i nogawkach, choć jeszcze nie cały czas. Tak więc, o upałach, pocie i duchocie już zapomnieliśmy :)
Pozdrawiamy wszystkich

To pisałem ja, AP, skipper 3ej klasy

PS W linii prostej pozostało nam do Horty 600Mm.

Andrzej
2017-06-03
AtlantykNocny Pegaz

To zdarza się rzadko i doznanie to podobne jest uniesieniu przy słuchaniu muzyki. A zdarzyło się to ostatniej nocy. Ocean uspokojony, łagodny wiatr o prędkości 10-15 węzłów, połyskująca tafla wody, a w górze płonące gwiazdy. W nocnej ciszy zakłócanej tylko szmerem odkosu wody od dziobu i pomrukiwaniem generatora wiatrowego, jacht - nasza Selma - zmienia się w skrzydlatego Pegaza. Jest samosterowna, sternik obserwuje jedynie łagodne łuki, gdy wychodzi na wiatr, a później znów lekko odpada. W porywach wiatru podnosi się do lotu. Czy to ta sama Selma o wyporności 40 ton sunąca jak lokomotywa? Tak lekko i prawie bezgłośnie przez bezmiar oceanu? Wachto trwaj!

Wojtek
2017-06-02
AtlantykPrzedwczoraj krążyła wokół nas parka białych ptaków z długimi ogonami. A wczoraj przed zachodem przysiadł na nadbudówce, a noc spędził na bramie, ptaszek z czarną czapeczką.
Może ktoś potrafi je rozpoznać i nazwać?

To pisałem ja, AP, skipper 3ej klasy ;)

PS Życzenia urodzinowe dla Wojtka przesyła Bogdan.


Biały ptak


Ptak


Zachód słońca

Andrzej
2017-06-01
AtlantykWszystkim dzieciom Świata, tym małym i dużym, jeszcze niedojrzałym i już dojrzałym oraz tym ponownie zdzieciniałym załoga "Selmy" życzy spełniania marzeń ;)

PS-y:

1. Bogdan Gruss alle seine Fans in Deutschalnd. W Polsce też, zwłaszcza Leonowi. 2. Wczoraj około godziny 10.00UTC odległość do Horty w linii prostej spadła do wartości trzycyfrowej czyli poniżej 1000Mm. Oddaliśmy się hazardowi przyjmując zakłady bukmacherskie kiedy przypłyniemy :)

Załoga
2017-05-30
AtlantykDo Horty zostało nam nieco ponad 1000Mm w linii prostej. A więc mamy większość drogi drogi za sobą. Cabo Verde zostawiliśmy kilka dni temu na trawersie w odległości około 350Mm. To środkowy Atlantyk, a wokół bezkres oceanu. Stan morza i wiatru, rytm wacht wyznaczają porządek dnia.
Trzy noce wcześniej wiatr wzmógł się do dwudziestu kilku węzłów. Andrzej zarządził zmniejszenie powierzchni żagli. W świetle reflektora pokład Selmy stał się nagle centrum oceanu. Rankami znajdujemy na pokładzie z tuzin ryb latających i trwa dyskusja czy z tych małych rybek da się zrobić zupę.
Ocean, kiedy łaskawy, daje nam szansę wyjść poza codzienność. Pod gwiazdami prowadzimy dyskusje z Szymkiem o konieczności podróży. Szymon widzi w tym dziedzictwo cząsteczek w ciągłym ruchu. Bogdan rozwiązuje sudoku. Zdzicho obmyśla nowe potrawy. Dla tych, co pod gwiaździstym niebem szukają klucza do wnętrza proszę: Kamil czyta Marqueza "Sto lat samotności", Wojtek "Idiotę" Dostojewskiego, Andrzej zaś studiuje psychologię społeczną i ogląda niszowe kino.

Wojtek
2017-05-29
AtlantykW niedzielę tj. 28.05 obchodziliśmy urodziny Szymona :)

Sto lat! Sto lat! Niech żyje nam!

A w nocy widzieliśmy (Zdzichu i Andrzej) ogromny meteor! Obrazek niemalże jak z filmów sci-fi o zagładzie Ziemi. Ale spłonął w atmosferze. Widok niezwykły.


Prace pokładowe (Kamil i Szymon) fot. Zdzichu

Dzisiaj natomiast, jako że wiało bardzo mizernie, zrobiliśmy dzień gospodarczo-techniczny. Prace mniejsze i większe.
A pod jego koniec zdarzyła się pięknie wybarwiona Coryphaena hippurus czyli Mahi Mahi, Dolphin, Dorado, Lampuga czy po chińsku Fel Niau Fu lub Ngau Tau Yue, a po japońsku Shiira lub Toohyaku. No i dzięki niej mieliśmy dzisiaj smaczny obiad. I jutro też będzie :)


Bogdan i Andrzej wyciągają rybę fot. Zdzichu


Koryfena, Szymon i Andrzej fot. Zdzichu

AP - skipper 3ej klasy
2017-05-27
AtlantykCóż, ostatnio nie piszemy, gdyż nie mamy w zasadzie o czym. Smutek tropików, smugę cienia itp. mamy za sobą. Może jeszcze tylko jądro ciemności przed nami... Ale tam każdy żegluje sam ze swoimi myślami. Na białego wieloryba jeszcze za wcześnie...

Poza tym:
- mamy na ogół przyjemne zachmurzenie, dzięki któremu słońce przestało dokuczać. Przeprosiliśmy się nawet z długimi rękawami, a na nocnych wachtach pojawiają się i kurtki.
- od czasu marlina ryby w zasadzie nie biorą. Nie licząc odgryzienia 3mm żyłki ciągniętej na sznurze (dla wtajemniczonych - dawną "rękawiczkę" zastąpiła ładnie przygotowana tubka po blend-a-medzie z dodatkami czerwonej linki);
- mimo to mamy co nocny pokładowy przyłów ryb latających - do 16 sztuk;
- pokład mam upstrzony przez ptaszyska, które nam towarzyszyły;
- powoli kończą się nam świeże warzywa i owoce;
- konsumujemy ostatnie kawałki argentyńskiej wołowiny suszonej na koszu rufowym - to informacja dla niedowiarków, że jadalna;
- piłujemy sobie pod wiatr i prąd z dziennym urobkiem 105-120Mm - szkoda tylko, że kurs taki sobie;
- Wojtek rozgryza "prehistoryczną" sztukę astronawigacji - przynajmniej w teorii;
- Zdzichu gotuje nam przednie obiady;
- Kamil (nasz pokładowy psychiatra) zbiera materiały do pracy zatytułowanej "Psychopatologia życia codziennego na jachcie w podróży oceanicznej";
- Boguś opowiada o "Rebeliantce" i marzy o zimnym piwie do sznycla;
- Szymon zmaga się z komputerem i oddaje się rozmyślaniom;
- a ja sam nie wiem co tutaj robię ;D
I tak nawijamy na log milę za milą, dzień za dniem...

Ps. Rysiu jesteś człekiem małej wiary powodowanym zazdrością ;DDD

AP, skipper 3ej klasy.
2017-05-22
Atlantyk
Na wachcie Szymon pod tentem, a Bogdan pod parasolem fot. Andrzej

Przeszliśmy już równikową strefę konwergencji (ITCZ) wymijając obszar ciszy. W zasadzie cały czas żwawo (130-160 mil/dobę) płynęliśmy kursem ok. 020 stopni. Obecnie mamy zwykłe w tym rejonie wiatry z ćwiartki NE i nasz kurs zmienił się na 330-000 stopni. Tracimy więc wysokość wschodnią zyskując północną. Do Horty w linii prostej pozostało niecałe 1900 mil. No i wreszcie mamy pierwszy dzień pochmurny, bez palącego słońca, duchoty i upałów :)
Zdjęcia z naszego dnia powszedniego w okolicach równikowych:


Kamil odpoczywa w cieniu żagli na pokładzie. fot. Andrzej


Zdzich popija oszronione pywko ;DDD fot. Andrzej


Na forluku zastosowaliśmy ekran odblaskowy. fot. Andrzej

Andrzej
2017-05-21
AtlantykZdarzyło się dnia wczorajszego:

Dzień jak co dzień. Słońce, cumulusy, wiatr wschodni 4B, prędkość niecałe 6 w. Załoga pod pokładem, a ja pilnuję kursu, nie myśląc o niczym.
Krótki terkot wyrwał mój umysł z letargu i przerwał leniwe leżakowanie na "sofie"... Po chwili dłuższy, jak seria z pistoletu maszynowego (każdy słyszał MP-40 w "Czterech pancernych")...
Zrywam się, wychylam ster do wiatru i biegnę do wędki z okrzykiem "ryba"... Resztą zajmie się załoga.
Zacinam i w tym momencie widzę jak 50-60 metrów za rufą wyskakuje świecą pionowo w górę marlin. Po chwili kolejny raz na jeden bok, to na inny. Na tle nieba rysuje się na ułamki sekund wspaniała napięta sylwetka, z charakterystycznym dziobem i płetwą grzbietową oraz sierpem ogonowej. Z "dziobem" ma jakieś 130-160cm. Co za widok!
Znika pod falami. Wciąż wyciąga żyłkę przy zwiększanym przeze mnie obciążeniu. Co raz wolniej, a w końcu przestaje. Rączkę hamulca przesuwam prawie do oporu. Terkot ustaje.
Plecionka naprężona jak struna przecina wodę to w prawo, to w lewo. Niestety moje wędzisko ze skróconą szczytówką (ostatnio złamaną) nie zapewnia należytej amortyzacji :( Co chwilę klnę pod nosem: "zerwie się, zerwie"...
Jeszcze jedna seria niespodziewanych wyskoków. Myślałem, że tym razem to koniec. Ale nie! Znów z pluskiem zanurza się pod wodę. Tym razem głębiej. Próbuje oddejść w bok od stojącego w dryfie jachtu.
Powoli usiłuję pompować - ciężko. Trzymam ją więc, aż się zmęczy. Od czasu do czasu próbując podciągać. Walka na wytrzymałość. Kto pierwszy opadnie z sił.
Czuję, że słabnie. Pompuję, nawijając żyłkę. Idzie bardzo opornie. Każde szarpnięcie może być końcem zmagań z tą waleczną rybą. Ani ona, ani ja nie ustępujemy. Ale jej opór jest co raz słabszy. Powoli, acz systematycznie nawijam plecinkę na bęben multiplikatora zmniejszając dystans między nami. Wciąż nie wierzę, że się uda. Ale mimo to mam nadzieję, że chociaż ją podciągnę do samego jachtu. Załoga w pogotowiu z aparatami, bosakami, ręcznikiem, linką... Może jednak się uda :)
Wiem, że jest już blisko. Żyłka znika w wodzie niecałe 10 metrów od rufy, schodząc w głąb... Pompuję. Mięśnie lewej ręki napięte. Prawą kręcę korbą. Początkowo z trudem ćwierć-pół obrotu. Później jeden, dwa... Czuję, że ryba słabnie. Może jednak...
Nagłe szarpnięcie. Plecionka strzeliła. Pozbawiony oporu zwalam się łokciami na pokład. Taaaaaaka to była ryyyyyba :(
Zamiast obiadu, będzie to kolejny przyczynek do wędkarsko-żeglarskich opowieści ;) (Tym bardziej, że nie udało się zrobić zdjęć)

Andrzej
2017-05-20
AtlantykImprsje z Noronhii


Drzewo figowca fot.Andrzej


Kamienie fot.Zdzichu


Zachód fot.Zdzichu

Zdzichu i Andrzej
2017-05-19
Równik
Opijamy równik

Meldujemy, że o godzinie 12:05UTC dnia 19 maja 2017 roku na długości geograficznej zachodniej 030 stopni 36,5 minut s/y Selma przekroczyła równik i tym samym wpłynęła na wody półkuli północnej.
Załoga uczciła minutą ciszy pożegnanie wód południowych. Natomiast powitanie północnych zmrożonym szampanem ;D, sałatbr/>ką z owoców egzotycznych, ciastem pokładowym oraz śpiewaniem szant wesołych a plugawych ;DDD


Równik

Z półkuli północnej pozdrawiają wszystkich Wojtek, Bogdan, Szymon, Zdzich, Kamil i Andrzej

Załoga
2017-05-17
Atlantyk
Bracia o świcie fot.Zdzich

Witam wszystkich,
Wczorajszy dzień spędziliśmy na wyspie Fernando de Noronha. Zimne piwo, cień palm, kąpiel w morzu i pod małym wodospadem... :) Szkoda, że tak krótko :( Ale czas goni, a Atlantyk czeka...
Wulkaniczny archipelag wpisany jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO (stąd restrykcyjne przepisy ochrony środowiska). Wyspy są malownicze, z podobno bogatym życiem podwodnym i sporą ilością ptactwa morskiego. Zostały odkryte przez Americo Vespuciego w 1503 roku, następnie należały do Niderlandów (w XVII w.), Francji (pocz. XVIII w.) i od 1737 roku do Portugalczyków, którzy to wybudowali system fortów i magazynów. Przed II WŚ wyspa stanowiła więzienie, następnie bazę US Army, a teraz cieszy się opinią kurortu.
Trzy z plaż (Sancho, Porcos i Leao) regularnie uznawane są za najładniejsze w Brazylii. A ikonę archipelagu stanowią wysepki nazwane "Dwaj bracia" (Dois Irmaos), imponujący szczyt skalny, delfiny i żółwie morskie w okalających wodach.


Plaża fot.Zdzich


Zdzich pod wodospadem fot.Andrzej


Odpływamy fot.Zdzich

Pozdrawiamy

Załoga
2017-05-14
Atlantyk
Cała załoga

Prosty skipper trzeciej klasy znów nadaje :)

Wreszcie! Wreszcie wypłynęliśmy!! Żeglujemy :)
To prawda. Prawda, że "w portach gniją okręty, a ludzie schodzą na psy". Nie ma co w nich stać za długo - Navigare necesse est!
Na obecny etap dołączyli do nas (czyli Zdzicha, Szymka i AP): Bogdan, Kamil i Wojtek.

Pozdrawiamy wszystkich

Załoga Selmy
2017-05-11
Recife
Pavel z ze starą i nową banderką - fot. Bogdan

Witamy wszystkich,

to już ostatnia relacja z etapu Ushuaia-Recife. Wczorajszy (10.05) dzień rozpoczęliśmy pracowicie skoro świt. Sprzątanie, klarowanie, naprawy i przeglądy, tankowanie wody i paliwa (nieco odmiennie to wygląda niż w cywilizowanych krajach). Upał do 34-35C nam nie sprzyjał, ale po kilku godzinach uporaliśmy się z robotami.
Większa część załogi (Jolka, Wojtek/Krzysiek, Rysiu/Romek, Klonik i Krzysiek) odleciała dzisiaj. Już bez nich robimy inwentaryzację zapasów, pranie, kombinujemy tent dla sternika i jakąś lodówkę.


Rysiek i Talib naprawiają genuę - fot. Jolka


Tankowanie wody - fot.Jolka


Tankowanie paliwa - fot. Jolka


Inwentaryzacja zapasów - fot. Pavel

Załoga
2017-05-07
Recife
Załoga z Recife w tle fot. Klonik

Witamy wszystkich,

po 525 godzinach żeglugi z Falklandów, w czasie których przebyliśmy 3197 Mm, zawinęliśmy 7 maja o godzinie 1313 LT do Pernambuco Yacht Club w Recife :) Osiągnęliśmy zamierzony port przed czasem, bez strat w ludziach (nie licząc strat moralnych i psychicznych) i sprzęcie. Tym samym nasz rejs odbiega końca.
A oto krótka statystyka:
- łącznie przebyliśmy 3816 Mm w 628 godzin,
- najdłużej w morzu byliśmy prawie 22 doby,
- największy przelot dobowy wyniósł 190 Mm,
- najsilniejszy wiatr stały utrzymywał się w granicach 60-70 w.,
- a najsilniejesze porywy przekraczały 80 w. na wiatromierzu.
Teraz czeka nas upierdliwa brazylijska papierologia, ogarnięcie jachtu i siebie oraz zasłużony lądowy odpoczynek :) Póki co gorąco i duszno jak u indyjskiego słońca pod pachą!

Pozdrawiamy wszystkich, którzy nam kibicowali :) Dziękujemy - załoga Selmy

PS A szczególnie Księżniczce Burgunda ;)

Załoga Selmy
2017-05-06
AtlantykDo Recife pozostało nam niecałe 150Mm (o 10.30LT). Płyniemy z prędkością ok. 7w, a więc pewnie jutro dopłyniemy. Tymczasem mamy za sobą małe zajęcia z posługiwania się sekstantem oraz wprowadzenie do astronawigacji. No i od jakiegoś tygodnia suszymy, uratowaną przed zepsuciem, wołowinę argentyńską. Będą jerrki do piwa ;)


Wojtek fot.Jolka


Suszenie wołowiny fot.Pavel


Talib fot.Jolka

Pozdrawiamy wszystkich

Załoga
2017-05-05
Atlantyk
Barakuda wyłowiona przez Romka i Andrzeja fot.Jolka


Latająca ryba fot.Pavel


Ocean fot.Jolka

Pozdrawiamy i dziękujemy w najdłuższe grillowisko nowoczesnej Europy. My też grillujemy! Się w słońcu :)

Załoga
2017-05-03
Atlantyk
Ciasto 3 Majowe fot.Jolka


Kąpiel w deszczy fot.Pavel

Dzień mija za dniem, podobny jeden do drugiego. Choć staramy się sobie urozmaicać jakoś czas. Na przykład w Dzień Flagi zmieniliśmy uroczyście banderkę, bo z poprzedniej pozostał ogryzek. No, i zorganizowaliśmy konkurs z nagrodą: każdy obstawia kiedy dopłyniemy - zwycięża ten, kto będzie najbliżej. A pozostało nam niecałe 600Mm (o 11.00LT 03.05.2017).
Poza tym u nas proste marynarskie życie: żeglujemy, śpimy w dusznych kabinach, kąpiemy się w deszczu, łapiemy tuńczyki, pieczemy chleb... Ogólnie nuda. Jak w polskim filmie. Tylko brakuje drogi na Ostrołękę ;)

Pozdrawiamy z pokładu Selmy

AP
2017-05-01
Atlantyk Priwiet wsiem!
Kollektiw parusnowo jahta Selma Expediszon pazdrawliajet parusnikow i marjakow wsieh stran Mira z prazdnikom pierwowo Maja!!! Urrrra! Urrra! Urrrra!
U nas wsio haraszo, otpusk :) Sołonce, pliaż, pierwyje doszczdliwyje duszy, pierwoje drożżewoje tiesto, fiłmy, sigary i napitoki... :) Tolko s wieterom płoho :(
Paka.


Maj na Selmie - załoga fot.Pavel


Maj - Talib fot.Pavel


Maj - Szymon fot.Pavel

Pavel
2017-04-30
AtlantykKilka zdjęć z pokładu







Załoga
2017-04-29
Atlantyk
Załoga

Wczoraj załoga "obsmarowała" mnie, a więc nie pozostanę jej dłużny i ją krótko scharakteryzuję. Ogólnie jest ona:

- gnuśna i opieszała - jak zawsze zresztą,
- łże jako psy, a do tego złośliwie,
- zadaje pytania dziwaczne i niezrozumiałe,
- odpowiada zawile, bełkotliwie i nie na temat,
- ciągle mówi coś czego nie chcę usłyszeć,
- nie zachowuje swoich śmiesznych wymówek dla siebie,
- nie chwyta moich myśli zanim ich nie wypowiem,
- zamiast niewypowiedzianie rozkoszować się żeglarstwem w sztormie, deszczu i piekącym słońcu, woli się macerować w smrodzie swoich kabin,
- za to oddaje się uciechom gastrycznym i towarzyszącym im kakafonicznym symfoniom efektów dźwiękowych, mając za nic komfort sąsiadów po zawietrznej,
- zwykle miota się po pokładzie chaotycznie i nieskorordynowanie,
- przy byle zefirku jest pod wrażeniem żywiołu i zdjęta trwogą,
- w chwilach grozy jest śmiertelnie nerwowo milcząca, a nieokiełznany strach zaciska szpony na jej gardłach,
- nie bawi jej mój apodyktyczny i pozbawiony empatii styl bycia balansujący na psychopatycznej granicy szaleństwa,
- i w ogóle nie rozumie, że jako KAPITAN mam zapewnione chwałę i szacunek w pakiecie!

W ogóle fajnie jest być KAPITANEM i od czasu do czasu sponiewierać załogę :) A co? Wolno mi :DDD
Innym razem podnieść ją mową krótką, acz heroiczną na wyżyny poświęcenia czyli zmusić do wyjścia na wachtę (zwykle uprawiają jakieś chore podstępne gierki, by się wymigać).
Ale jakoś się przemęczymy w tej żeglarskiej telenoweli :DDD

To pisałem ja, AP, prosty skipper trzeciej klasy "prosty skipper" i załoga (po nocnych ćwiczeniach fizycznych) - taki mały lansik ;) (wyk. Jolka)

Andrzej
2017-04-28
Atlantyk
Prosty Skipper

Po kilku dniach przerwy w relacjach z naszego rejsu chciałbym napisać kilka słów o przyczynach naszego pobytu tutaj. Otóż kpt. Pochodaj poprosił kilka doświadczonych osób o parę lekcji pływania. Nie sposób było odmówić. Niestety Piotr Kuźniar nie do końca wierzył w nasze umiejętności, już po odbiciu od kei nakazał powrót, niby z ładowarką komputera, a tak naprawdę szepnął jeszcze kilka uwag do ucha Pochodaja nie umieszczone w opasłej, tworzonej w pocie czoła instrukcji obsługi Selmy.
Pierwszą lekcję Nasz Kapitan dostał już drugiego dnia - nauczyliśmy go odpowietrzać pompę wtryskową na Selmie, bo kto by tam pamiętał o uzupełnieniu paliwa...:D Kolejnej lekcji udzieliliśmy następnego dnia - kosztem naszych żółtych chust, czerwonych spodni i prawa plucia pod wiatr nauczyliśmy Naszego Kapitana jak uciekać przed podmuchami wiaterku lekko powyżej 12 B. Następną naukę dostał od nas już na Falklandach - otrzymał zadanie cumowania do drugiego jachtu przy porywach wiatru powyżej 10 B, trzeba przyznać, że to pojętny uczeń, nawet mu to wyszło... Nie uszedł jego wnikliwej uwadze kolejny etap edukacji - też poradził sobie z naprawą żagla.
Nadal prowadzimy nauki. Nasz Kapitan już wie, że załoga nie jest od robienia kawy, należy zrobić ją sobie samemu. Nasz Kapitan już umie spać w sterówce, bo w kajucie to każdy głupi potrafi. Co więcej stara zachowywać się cicho, kiedy załoga śpi, bo ona może być mu jeszcze potrzebna. Nie wspomnę o trudnej wiedzy meteorologicznej - nasz uczeń też łapie ją w lot. Już ominął z nami kilka sztormików.
A czego ja się nauczyłem? Siedzę sobie w ciepłej kajucie, popijam herbatkę, a kapitan u góry zmienia dużą genię....i można? Jak się umie, to można... Jak to mawiała poprzednia załoga - bo taka to sytuacja. Z pokładu Pochodaj Extreme Sailing School pisze Perkosik zwany lokalnie Ryśkiem vel Romualdem
A teraz znów nudy, nudy... Pozdrawiam rodzinkę i wszystkich sprawdzających naszą trasę.

PS 1 Przed opóźnionym (post typu "półkownik") opublikowaniem wiadomości Kapitan poddał ją cenzurze, zażądał opisania jeszcze jednej udzielonej mu lekcji - lekcji gotowania sztormowego. Podobno też się sprawdził. Nie pamiętam, byłem wtedy zajęty malowaniem kolorowych ptaków na pokładzie... ;)

PS 2 Ze swej strony dodam, że to wszystko plugawe kłamstwa i oszczerstwa! A ja im dzisiaj złapałem i zrobię ładną Mahi-Mahi. Niewdzięcznicy! Poza tym wyłączyli nam wiatr i w zasadzie silnikujemy. Pełne wakacje. Niektórzy nawet wyciągnęli krótkie spodenki.

Załoga Selmy
2017-04-26
Atlantyk
fot.Andrzej Pochodaj


fot.Andrzej Pochodaj

Wiedzieliśmy o nim, z prognoz otrzymywanych od Ani i Piotra (ślicznie dziękujemy), od kilku dni. Był jeszcze daleko na zachód od nas, ale paskudniał z dnia na dzień. Nie było rady, trzeba było go jakoś ominąć, wyprzedzić i przez ostatnie dni wszystko temu podporządkowaliśmy. Gnaliśmy co sił na żaglach, przy słabszym wietrze płynęliśmy na "hybrydzie". Przy braku wiatru na samym silniku czy to się nim wspierając dla zdobycia każdej mili na północ i aby ostrzyć ile się da. A on? On był duży i nadymał się co raz bardziej, zmieniał barwę i najeżał się co raz bardziej... Na obrzeżach żółto-pomarańczowy, ale im bardziej centrum tym stawał się co raz bardziej czerwony, purpurowiał, stawał się wręcz buraczkowy... Z licznymi "chorągiewkami" i "grabiami". Nie wyglądało to fajnie :(
Ale gnaliśmy, mila, mila... Byle dalej na północ. Wyminęliśmy jego centrum i wydawało się, że nam się udało.
Niestety - zjawił się kilka godzin wcześniej, zawinął i przez kilkanaście godzin pieścił (8-10, w porywach 12B) nas końcem ogona :( Przejście frontu (również kilka godzin wcześniejsze od zapowiadanego) zwiastowała ulewa z szkwalistym wiatrem 60-70w, po minięciu której wiatr skręcił na zachodni i zelżał do zaledwie 25-30 węzłów.
Prawie cisza po ostatnich kilkunastu godzinach. Paskudny to był niż.
Obyło się bez strat w ludziach i sprzęcie.
Teraz płyniemy na NE pod pozostałości sztormowej fali.


fot.Andrzej Pochodaj

Załoga Selmy
2017-04-25
Atlantyk
Jolka i Paweł fot.Pavel Smejkal


Stawianie żagla fot.Pavel Smejkal

Wczoraj przez znaczną część dnia Jolka i Paweł "Talib" szyli grota. Naprawę udało się zakończyć o zmierzchu, ale wciąganie żagla odbywało się już w światłach pokładowych.

Teraz staramy się płynąć jak najszybciej i jak najbardziej na północ.

Załoga Selmy
2017-04-24
Atlantyk
Widok z kokpitu fot.Jola

Ostatnie dwa dni gnaliśmy szybko wykorzystując maksymalnie wiatr (przebiegi po 170-190Mm). A dzisiaj mamy pierwszy naprawdę słoneczny, ciepły i bez chlapania dzień :)
Wygrzewamy się na pokładzie, wyciągnęliśmy okulary przeciwsłoneczne. Prawie wakacje, gdyby nie prace bosmańskie (naprawy grota) oraz "odszczurzanie" siebie i okrętu, wietrzenie zawilgotniałych ciuchów i przepoconych śpiworów... Pewnie się zastanawiacie czy już i jak bardzo śmierdzimy? O dziwo jeszcze nie! Dobrze, może nie bardzo ;) A to wszystko dzięki dobrodziejstwu nowoczesnych technologii: odzieży termicznej, polarom i goreteksom ze sztucznych włókien, nie nasiąkających wodą i oddychających. Z dodatkiem antybakteryjnych jonów srebra czy włókien wełny merynosa. Do tego kąpiele z użyciem chusteczek higienicznych i antybakteryjnych, suchych szamponów. A na koniec antybakteryjne dezodoranty.
Gdzież się podział romantyzm prawdziwej męskiej przygody?! :DDD


Impresja fot.Pavel


Szymon za sterem fot.Pavel

Załoga
2017-04-22
Atlantyk
Przygotowanie do stawiania gen0 fot.Pavel Smejkal

Pred par dnami, niekde na 45 33S a 042 12W videl od kormidla par metrov odo mna vo vlnach Atlantiku flasu so spravou. Taka klasicka flasa, plavajuca hrdlom hore, obrastena dacim hnedym, urcite je vo vode uz dlhy cas. "Butylka za burte!" chcelo sa mi zvolat, ale mlcal som. Viete ako, clovek rozumny. Selma je duza, plava v silnom vetre tak 7 uzlov, kym by som im to vysvetlil, kym by zaloga lod otocila, preslo by kolko? 30 minut? Bola by este sanca flasu najst? A tak tu spravu ma stale sancu dakdo najst, mozno aj dakdo z vas. Ale vlastne, ked nad tym tak premyslam, vlastne viem o com ta flasa hovori: Ak citis, ze sa mas zastavit, otocit o 180 stupnov a ist inym smerom, just do it! :-)


Fleska fot.Pavel Smejkal

Pisal, kreslil a fotografoval

Pavel
2017-04-21
Atlantyk
Noc na pokładzie fot.Pavel Smejkal

Wczorajszy dzień minął nam zasadniczo na wymijaniu ośrodka niżowego. Wiatr skręcający na północny wymuszał stopniowo zmianę naszego kursu na coraz bardziej wschodni. Wieczorem, w pobliżu środka układu niżowego, aby nie w paść w sztorm (zapowiadany północny 8-9B, w porywach do 55-60w), zrobiliśmy zwrot na zachód. Noc minęła nam na ulewach, wiatrach słabych i zmiennych z różnych kierunków, zaskakujących szkwałach. Nad ranem pojawił się spodziewany wiatr SW zachodniej połówki układu niżowego. Tak więc teraz żeglujemy baksztagiem na Gen0 we właściwym kierunku. Choć przydałoby się nieco szybciej. Luki pootwierane, wietrzymy jacht i suszymy ciuchy :)

Załoga Selmy
2017-04-19
0900 LT
45°49'S 049°35'W Ryczące czterdziestki porykują, a żeglarze żeglują :) Poza tym normalne życie na oceanie: wachta, spanie, jedzenie, które zaczęliśmy urozmaicać popołudniowymi seansami filmowymi. Poza tym cieplej i pojawiło się wreszcie słońce.
Pozdrowienia dla wszystkich krewnych i znajomych królika

Załoga Selmy
2017-04-16
Selma - Atlantyk
Załoga Selmy przesyła z Atlantyku świąteczne życzenia bliskim i rodzinom, przyjaciołom i nieprzyjaciołom, sympatykom i zazdrośnikom... :)



Pavel, Krzysiek i Andrzej przygotowują pisanki.




A to efekty ich wysiłków :)




Stół świąteczny (a nie widać na nim jeszcze żurku, pieczeni wołowej, sałatki), to głównie zasługa Jolki (za co jesteśmy jej wdzięczni) wraz z pomocnikami.




Zaczynamy posiłek świąteczny.




Jajeczko należy się też sternikowi Pawłowi "Talibowi".

.
2017-04-15
Selma - Atlantyk

Pożegnanie w Ushuaia.

Słowami "prostej Pani inżynier" nasza podróż wyglądała następująco:

"Po wypłynięciu z kanału Beagle'a z niepokojem patrzyliśmy na prognozy. Z godziny na godzinę wzrastała siła wiatru. Piękną widną nocą jeszcze całkiem przyjemnie prowadziliśmy Selmę, ale zafalowanie rosło razem ze wstającym świtem. Potem było już tylko trudniej. Wszyscy bez względu na pełnioną wachtę na pokładzie czekali na to, po co tu przypłynęliśmy - na Horn. Wiatr nam nie sprzyjał. Zaczęła się halsówka, a każdy kolejny hals pokazywał, że nabieramy coraz mniej wysokości. Trzeba było podjąć decyzję co robimy w pogarszającej się pogodzie: walczymy czy zyskujemy kilkadziesiąt mil. Decyzja zapadła i zaczął się kurs na Falklandy.


Horn - i tyle go widzieliśmy.

Trzy doby oczekiwanego niedźwiedziego mięsa: silny wiatr, duże zafalowanie, deszcz i wszystko czego można było się spodziewać na tej trasie. Wejście na Falklandy z porywami wiatru dochodzącymi do 65-75 węzłów! Po kilku godzinach udaje nam się stanąć longside do francuskiego jachtu w Port Stanley. Pierwsza spokojna noc pozwala nam odpocząć i nabrać sił na wyprawę po wyspie, na której podziwialiśmy dzikie krajobrazy i ostatnie stadka pingwinów."

Andrzej


Pingwiny białobrewe na Falklandach.


Wejście na Falklandy.



.
2017-04-14
Selma

Życzymy wszystkim Wesołych i Zdrowych Świąt Wielkanocnych! Smacznego jajka, mokrego śmigusa-dyngusa, radosnego, wiosennego nastroju!

załoga Selmy



.